Happy 1st Birthday!

Obrazek

Happy Birthday Zimomordki

Reklamy

Pożegnanie z zimową przygodą

Wróciliśmy z Tallina, gdzie w ręce nowych właścicieli oddaliśmy Zapałeczkę (Zlatę). Było słonecznie, na klombach kwitły tulipamy i hiacynty, a na drzewach pojawiały się pierwsze małe listki – tak jak wtedy ,gdy pierwsze Zimomordki opuszczały nasz dom. Zapałcia mieszka nad morzem (zawsze zazdrościłam nadmorskim hovkom) i pewno rzadko będzie jej za gorąco… Mam nadzieję, że jej właścicielom na długo starczy zapału który maja teraz.

Złata (Zapałka) w Tallinie, na parkingu przy lotnisku. Wkrótce pojedzie do nowego domu w Narwie.

Aby zamknąć ten rozdział muszę jeszcze podziękować

  • Achai i Jaworowi, bo bez nich ta przygoda byłaby niemożliwa
  • Gosi Jaworowej, bo to super sprawa wspólnie przeżywać narodziny i pierwsze miesiące „wnucząt”
  • Oli Tupilnujkowej za to, że była zawsze, za cierpliwość i całą przekazaną wiedzę
  •  całej rodzince Tupilnuje za dobrą energię i wsparcie, a zwłaszcza Gosi i Ani którym się chciało przejechać pół Polski, żeby nas odwiedzić
  • Basi (z córeczkami), Fidelkom, Satynkom i wszystkim innym miziającym rękom
  • naszej pani wet za cotygodniowe (albo i częstsze) odwiedziny
  •  całej mojej rodzinie, bo bez nich byłoby bardzo trudno a czasami niemożliwie
  • wszystkim którzy trzymali za nas kciuki
  • i oczywiście – wszystkim Zimomordkom, za to, że były i za to czego się dzięki nim nauczyłam
  • i ich nowym właścicielom za to, że chcą przeżyć swoją przygodę życia z hovawartem.

A więc – cała naprzód ku nowej przygodzie!!

Wiosennie

Zwiedzamy świat

Pieski biegają po całym naszym terenie i ciągle bawią się z nami w chowanego, kryjąc się między drzewami. Na szczęście nie potrafią cicho siedzieć i zdradza je warczenie, gdy urządzają bijatyki o kolejny ciekawy kij albo kawałek kory. Codziennie chodzimy na odkrywcze i coraz dłuższe spacerki. Czasem ćwiczymy przy tym chodzenie na smyczy. W lesie spotykamy rowerzystów i spacerowiczów. Chodzimy też na naszą najbliższą ruchliwą ulicę i mijające nas samochody, TIR-y i autobusy powoli przestają robić na pieskach wrażenie. Wszystkim dzielnie (i na własnych nogach) udało się przejść po zwalonych gałęziach przez płytki strumyk. W czasie wyprawy na szczepienie pieski same przeszły od samochodu do gabinetu i z entuzjazmem wpadły do środka. Czasami w wyprawach towarzyszy nam sąsiad – mały sznaucerek

Pomagamy w pracach terenowych.

W czasie przygotowań do pierwszego po zimie grilla pieski dzielnie pomagały w kopaniu rowka wokół ogniska. Zainteresowały się też ziemnymi pracami ogrodniczymi – uczestniczyły w kopaniu dołka do posadzenia borówek, a następnego dnia rozważały zmianę koncepcji i przesadzenie ich w inne miejsca. Całe szczęście ich zainteresowanie budzi tylko świeżo rozkopana ziemia i nie podejmują prób przesadzenia rosnących od dawna roślin.

Bawimy się

Wspólne mieszkanie 3 dwumiesięcznych szczeniaków i jednego podlotka (kundelka Piksa) ma tę zaletę, że pieski stale są zajęte, najczęściej zabawą w „ten kij (sznur, huba, albo cokolwiek), z którym uciekasz, powinien należeć do mnie!”. Nawet mamie Achai zdarza się przyłączyć do takiej zabawy. Maluchy wyglądają na nieco zdezorientowane, gdy ich mama ucieka z zabraną im zabawką, którą wcześniej w ogóle się nie interesowała. Ale gdy coś takiego próbuje zrobić Piksa, to nie ma zmiłuj:

Siostra, nie siostra, ale sznur jest mój!

Nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg (ciotka Pikselka)

Mądrzejemy

Pilnie ćwiczymy koncentrowanie uwagi i podstawowe komendy. Wszyscy wiedzą jak mają na imię. Odwiedziła nas pani Ania z Klubu High Fly żeby pokazać jak można pracować z takimi maluchami i pomóc w ćwiczeniach – w końcu 12 łap łatwiej opanować na 4 ręce. Pieski są już po 2. szczepieniu – myślimy o wyprawie do prawdziwego przedszkola.

Zagraj, Zazula i Zapałka ...siad!

Rośniemy

……………i to nie tylko wzwyż. Okazało się, że w ciągu tygodnia pomiędzy odrobaczeniem a szczepieniem Zulcia „urosła” 2kg i niezbędnym stało się zlikwidowanie towarzyskiego jedzenia po kolei z każdej miski bez kontroli ile kto je. I psie nieszczęście gotowe. Zagrajek nie może jeść, gdy nie ma nikogo do odpędzania od miski, Zapałcia nie może jeść zamknięta sama, a Zulcia zjada wszystko w ciągu 30 sekund i wie, że inni jeszcze jedzą. Życie towarzyskie jest bardzo ważne.

Przyjechali i pojechały

Wielkie mizianie

Weekend gości zainaugurowała Basia z Takineny. Przyjechała do nas z córeczkami i górą (a nawet namiotem) prezentów. Swoją wizytę na Forum Hovawarta relacjonuje tak

Z przyjemnością donoszę, że w towarzystwie moich córek wymiętoliłam dziś wszystkie szczeniaki. Każdy jest trochę inny, po 2 godzinach zaczęłam je z grubsza rozróżniać. Moja młodsza Ania zakochała się w Zapałce, która z racji kompaktowych rozmiarów bardzo jej pasowała do rączek, Majka starała się zapanować nad wszystkimi. A ja wygłaskałam wszystkie w kolejności dowolnej, ale jedynym szczeniakiem przypominającym mi moje „hodowlane” czasy była Zadra, która wie do czego zęby służą i radośnie robi z nich użytek. Bo te szczeniaki są jakieś za grzeczne, można je przytulać, całować, miętosić, a one głównie liżą i troszeczkę podskubują palce . W porównaniu do nich Wenowe szczeniaki to były piranie z ADHD, zęby miały ze wszystkich stron. Ja nie wiedziałam, że małe hovciątka mogą być takie grzeczne . Ubrałyśmy się przezornie w ciuchy do pogryzienia, a tu nawet bez jednej dziurki wróciłyśmy

Potem goście posypali się jak z rękawa. Najdłuższą trasą dojechały Babcia Jaworowa, ciocia Jagowo-Juniorkowa i ciocia Ula. W niedzielę dołączyły jeszcze Hania od Sati i Fidelkowie – prosto z kliniki weterynaryjnej, dumnie pokazując zdjęcia 7 baloników. Hura! Sati jest w ciąży!

  

Dziękujemy wszystkim gościom za miłe wizyty. Właściciele hovków są super! Tych, którzy jeszcze nie widzieli, zapraszamy do podziwiania albumów: Ani od Jagi Juniorki oraz Babci Jaworowej.

Oględziny

W poniedziałek przyjechała do nas sędzina Iwona Matuszewska z poznańskiego Oddziału ZKwP. Zimomordki zostały obejrzane (wręcz obmacane) ze wszystkich stron, a potem zatatuowane. Sprawdzono także jak biegają. Najzgrabniejszy w ocenie sędziny okazał się Zawrat, a najładniej ruszają się dziewczynki: Zagadka i Zadra. A ponadto wszyscy są bez VAT 😉 co zostało udokumentowane w protokole przeglądu miotu.

We wtorek naszej pani Ani (www.czterylapyszkola.pl) udało się dotrzeć do nas, aby przeprowadzić fachowym okiem testy temperamentu szczeniąt. Pieski wykonywały szereg zadań, począwszy od kontaktu z nieznanym sobie testerem w nieznanym sobie wcześniej pomieszczeniu, aż po spotkania z różnymi ciekawymi lub groźnymi obiektami: rozkładającym się nagle parasolem, dźwiękiem rzuconych kluczy i uciekającą zabawką. Dokładniejszy opis testu Volhardów (PAT) znaleźć można tutaj. Chcemy jak najlepiej dopasować predyspozycje szczeniaków do oczekiwań i możliwości rodzin u których będą mieszkać. Wyniki testów nie przyniosły niczego zaskakującego, wszak obserwowaliśmy nasze psiaki od dawna. I wiemy jak bardzo się między sobą różnią, choć mają tych samych rodziców.

Pierwsze rozstania

A potem… w środę do nowego domu wyruszyła Zagadka. Pierwsza się urodziła, pierwsza nas opuściła. A my zaczęliśmy ćwiczyć pożegnania. Prawdę mówiąc nie sądziliśmy, że będą one takie trudne.

Płotek placu zabaw nie wytrzymał energii pozostałych piesków. Teraz chodzimy na spacery po całym naszym lesie. Największe zainteresowanie wzbudzają 2 niewielkie stawki. Picie i moczenie łap to norma. Zawrat i Zazulka zmoczyli też łapy, a Zarysek spróbował nawet pływania. Wyraźnie odzywają się geny nifów. Zarys wykazał się też dużą pomysłowością (to już zwykłe hovawarcie geny). W czasie gdy rodzeństwo szalało po całym domu, Zarys odwinął z rolki kawałek papierowego ręcznika i elegancko zrobił na niego kupę 😉

W sobotni wieczór zrobiło się u nas zupełnie ciemno. Okazało się, że w całym naszym psim stadzie jedyną blondynką została Achaja. Do nowych domów pojechali Zarys, Zadra i Zjawa. A i miny mieliśmy raczej ciemno-mokre, bo choć wiemy, że nasze maluchy rosnąć będą w kochających rodzinach, a w świat najlepiej wprowadzą ich właściciele, to było nam po prostu bardzo smutno. Całe szczęście, że od niedzielnego poranka zaczęły spływać zdjęcia i dobre wieści. W środę do domu nad jeziorem pojechał pierwszy czarnuszek – Zawrat. W polskie Tatry go raczej nie wpuszczą, choć wszyscy wiedzą, że hovawarty są grzeczne i wcale, ale to wcale nie gonią za kozicami, dlatego ma obiecany wyjazd w Alpy (kto mówi, że Zawrat to nie w Alpach?). Może tam go spotkamy?

Starszaki

9 tygodni brzmi dumnie. W ramach przedświątecznych porządków zlikwidowaliśmy szczeniaczkowy plac zabaw. Koniec przedszkola, to już co najmniej zerówka! Dom i jego otoczenie już znamy. Nieobcy jest nam samochód i odkurzacz, piła tarczowa i łopoczące plandeki. Czas na świat za bramą. Odwiedzamy sąsiadów. Maluchy pomachały już ogonkami wszystkim okolicznym pieskom. Dzisiaj mieliśmy prawdziwą przygodę – przejście przez 20-metrowy przepust pod ulicą. Tu zupełnie jak na torze agility, prawda?

Po naszym domu i pod brzozami biegają jeszcze 3 Zimomordki – Zazulcia, która uważa, że zostaje z nami, Zapałcia (Złata), która za miesiąc wyruszy w daleką drogę i Zagraj, który wciąż czeka na wymarzony dom.

Ciepło, coraz cieplej

Ogrzana ziemia łaskawie pozwoliła na wbicie palików, więc szósty tydzień zaczął się na ogrodzonym wybiegu. Prawdę mówiąc skończył się serią spektakularnych ucieczek. Maluchy wymyśliły, że jeżeli staną na tylnych łapach i zrolują siatkę pod sobą, przeszkoda jest do pokonania. Konieczne były dodatkowe paliki i pracowite wysokie wiązanie ogrodzenia. Obawiam się, że kolejne tygodnie spędzimy na wymyślaniu sposobów zapobiegania równie widowiskowym próbom wyruszenia w szeroki świat (ławą panowie i panie, ławą 😉

Rośniemy.
Poprzedni  15 kg worek karmy maluchy na spółkę z mamą jadły 10 dni, kolejny same już tylko tydzień. Z rozrzewnieniem patrzę na kojec, który jeszcze miesiąc temu wydawał się niepotrzebnie gigantyczny. Teraz śpiące na bokach Zimomordki pokrywają prawie zupełnie jego powierzchnię. Co będzie za 2 tygodnie?

Zwiedzamy świat.
Mamy za sobą już pierwsze odwiedziny u sąsiadów i wizytę na kolanach niewidomej pani. Nowe tereny zostały obwąchane i uznane za przydatne do wstępnej o-kupacji. Jeszcze tam wrócimy, tym bardziej chętnie, że maluchy zostały poczęstowane kawałeczkiem prawdziwej parówki. Nas odwiedzają miłe małe i duże głaskające ręce, chętnie zabierające pieski na odkrywcze wycieczki. Największy entuzjazm wzbudził nasz taras pod który można wejść (i wyjść z drugiej strony). To dopiero przygoda. Problem pojawił się, gdy część maluchów zdecydowała się na drzemkę w tej miłej norze – na odsiecz wyruszył mój syn. Pieski wyszły dosyć szybko, pomagacz nie bez problemu…. W tym momencie przypomniało mi się śniadanie wielkanocne 2 lata temu, które spędziliśmy stojąc na bokach tarasu i próbując złapać naszą 6-miesięczną wtedy kotkę – właśnie w tym dniu zdecydowała się na zmianę statusu z kota domowego na wychodzącego. Jak będzie wyglądała Wielkanoc z hovawartami? 🙂

Bawimy się.
Pogoda rewelacyjna, prawie letnia. Na dworze można spędzić cały dzień. Można biegać, gonić się, szarpać sznurkami i szmatkami. Rośnie zapoczątkowany przez ciotkę Pikselkę wykop przy domu. Jest świetny do spania kiedy jest szczególnie gorąco. A może Zimomordki kopią sobie drogę do szerokiego, wielkiego, otwartego świata?

Przydomowe przedszkole

Tydzień zaczął się od próby zrobienia maluchom ogrodzonego wybiegu, Niestety  zupełnie zamarznięta ziemia – nie do ruszenia nawet  łomem, nie pozwoliła na wbicie palików i plany budowlana musiały poczekać aż się ociepli;-). Spacery z pieskami wyglądały początkowo jak wypas owiec na hali. Potrzebni byli pasterze oraz owczarki. Bardzo pomocna w pilnowaniu biegających na dworze Zimomordek jest ciotka Pikselka (nasza druga sunia – kundelka). Któryś z jej przodków musiał mieć coś wspólnego z psami pasterskimi i teraz Pksel wykorzystuje ukryte talenty do pilnowania i zaganiania stadka rozbiegających się czarnych i jasnych owieczek:-) .

Przez pierwsze dni pieski biegały na dworze króciutko (zimno!!) i bawiły się w domu, a że rosną (i jedzą) coraz szybciej, musiało się to skończyć totalną „o-kupacją” ich pomieszczenia. Pilnie ćwiczyliśmy  poznawanie domowych powierzchni i różnych hałasów (pralka, odkurzacz, suszarka). I maluchy ćwiczą do mistrzostw świata w biegu między miskami. A jaki super hałas się wtedy robi!

Całe szczęście pod koniec tygodnia zrobiło się znacznie cieplej. Okazało się, że nawet 3 wyjścia na dwór nie wystarczają, więc maluchy urządziły strajk okupacyjny, układając się warstwowo przed drzwiami wyjściowymi. Teraz wychodzimy (jak przystało na szczeniaki) bardzo często, a dzienna anarchistyczna „o-kupacja” domu zamieniła się w pożyteczne nawożenie trawnika przed domem.  Wystarczy pojawić się koło posłania, żeby cała gromadka raźno wybiegła gotowa do wyjścia i odkrywania świata. Nasz placyk zabaw (nareszcie ogrodzony) stale rośnie. Mamy już trap do wchodzenia i wychodzenia z domu, tunel, skrzynki do których można wchodzić i kawałki drewna, z których można obserwować świat. Przebojem poprzedniego tygodnia było przechodzenie pod pierwszym kawałkiem nieukończonego jeszcze wtedy płotka i gonitwy wokół rynny. Ciekawe, co czeka nas teraz?

To już miesiąc

Najkrótszy w roku, ale jednak miesiąc 🙂 .
4. tydzień życia Zimomordek rozpoczął się od wizyty naszej pani wet. Pieski zostały dokładnie obejrzane, osłuchane i dostały (bardzo smaczny, jak się okazuje 😉 ) syropek na odrobaczenie.
Ten tydzień zaczął się od prób jedzenia zmiksowanej karmy, a zakończył namoczonymi tylko granulkami na dzisiejsze śniadanie. Wszyscy jedzą chętnie – niektórzy stoją murem przy swojej miseczce, inni uprawiają turystykę kulinarną, cierpliwie sprawdzając, czy we wszystkich miskach smakuje tak samo. No i rosną w oczach 😉 .
Maluchy śpią coraz mniej i bawią się w coraz bardziej skomplikowane zabawy. Oprócz tradycyjnych przepychanek, podgryzania wszystkiego co wpadnie w paszczę (w tym różnych części ciała rodzeństwa), przebojem jest walka z kocem z posłania Achai.
Zwiedzamy świat – podłogę poza kojcem, łazienkę, kuchnię i deski na podłodze w pokoju dziennym. Niektórzy podejmują próby zwiedzania na własną łapę – musimy pomyśleć o podwyższeniu zabezpieczeń.
Od soboty poznajemy świat poza domem – jest słonecznie, ciekawie ale niestety trochę zimno, więc spacery są raczej krótkie.

Wszystkie maluchy bardzo gratulują tacie Jaworowi Tu Pilnuje  ukończenia championatu Polski na wystawie w Jarosławiu – tym samym oficjalnie zostały „szczeniakami po championach”.

Już nie oseski – my to małe pieski!

Koło 10 dnia życia zaczęły się budzić oczy. Najlepiej widoczny u blondynów na tle jasnych włosków pojawił się ciemny punkt, który zmienił się w kreskę, a ona z kolei w ciemnogranatowe, jeszcze niewiele widzące oko. Potem zaczął się budzić słuch i teraz już odgłosom wirującej pralki towarzyszy zgodne wycie Zimomordek. Coraz sprawniejsze łapki na stałe ulokowały się pod tułowiem, ogonki uniosły trochę w górę – jesteśmy gotowi wkroczyć w nowy etap życia – czeka nas akcja-socjalizacja.

Maluchy zauważyły się nawzajem  i próbują się bawić.  Przepychają się, wchodzą na siebie, a swędzące dziąsła (rosną zęby!) powodują, że w paszczach chętnie trzymają ucho brata albo fafel siostry. Większość doby jednak maluchy nadal przesypiają. Kiedy jednak Achaja wchodzi do kojca budzą się natychmiast i po krótkim zamieszaniu wszyscy zgodnie (hmmmm…) lokują się przy barze mlecznym.

Na trzeciotygodniowe urodziny pieski dostały obróżki (pozazdrościliśmy Tupilnujkom;-) ). Spróbowały też zmisowanej karmy. W końcu są już prawdziwymi szczekającymi psami.

Na trzeciotygodniowe urodziny prezent dostałam również ja – maluchy śpią w nocy od 23 do białego rana. Po 4 tygodniach spania między kojcem a zamrażarką opuszczam więc moje legowisko i wracam do łóżka.

Więcej zdjęć? Zapraszamy do fotogalerii

Zapraszamy do odwiedzin wszystkie chętne do głaskania małe i duże ręce a zwłaszcza tych, którzy chcą zaprosić nasze pieski do swoich domów.

Zachęcamy do przeczytania w marcowym numerze „Przyjaciela Psa” wywiadu z p. Pawłem Kubiakiem (hodowla Chatka Zielarki) pt. „Hovawart – pogodny stróż”

Sztuka tankowania

To był bardzo szybki tydzień, niepodobny do żadnego poprzedniego.

Maluchy uczą się świata, który na razie ogranicza się do futra i sutków mamy, kocyka na którym śpią i naszych rąk. Przy barze mlecznym odbywają się wojny podjazdowe o dostęp do najlepszych stanowisk tankowania. Sposoby są trzy. Można po prostu się wepchnąć, zanurkować pod brzuszkami rodzeństwa, albo też wykonać głęboki nurek od góry, między ciamkającymi głowami, aż do samego dołu.

Maluszki rosną błyskawicznie, wszystkim zgęstniało i urosło futerko, blondynom ciemnieją wargi, noski i poduszeczki palców. Niektóre maluchy próbują już stawać na czterech łapach.

Achaja szybko nauczyła się bycia mamą i to od razu ósemki. Cały czas zastanawiam się skąd ona wie kiedy jest czas na karmienie i który brzuszek należy wylizać, jak odróżnia pisk który można zlekceważyć od tego po którym należy sprawdzić co się dzieje.

Ja uczę się jak nie być przemądrzałą teściową, lecz ufającą młodej mamie babcią.

Mimo, że Zimowa Załoga ma dopiero tydzień, już od kilku dni wzmacnia się za pomocą ćwiczeń wczesnej stymulacji neurologicznej szczeniąt Biosensor. Tu można przeczytać więcej http://www.intronwhippets.com/bio-sensor/

Gdzie najlepiej się śpi?

Nasze maluchy nie tylko jedzą, ale również śpią. I próbują różne możliwości: