Przydomowe przedszkole

Tydzień zaczął się od próby zrobienia maluchom ogrodzonego wybiegu, Niestety  zupełnie zamarznięta ziemia – nie do ruszenia nawet  łomem, nie pozwoliła na wbicie palików i plany budowlana musiały poczekać aż się ociepli;-). Spacery z pieskami wyglądały początkowo jak wypas owiec na hali. Potrzebni byli pasterze oraz owczarki. Bardzo pomocna w pilnowaniu biegających na dworze Zimomordek jest ciotka Pikselka (nasza druga sunia – kundelka). Któryś z jej przodków musiał mieć coś wspólnego z psami pasterskimi i teraz Pksel wykorzystuje ukryte talenty do pilnowania i zaganiania stadka rozbiegających się czarnych i jasnych owieczek:-) .

Przez pierwsze dni pieski biegały na dworze króciutko (zimno!!) i bawiły się w domu, a że rosną (i jedzą) coraz szybciej, musiało się to skończyć totalną „o-kupacją” ich pomieszczenia. Pilnie ćwiczyliśmy  poznawanie domowych powierzchni i różnych hałasów (pralka, odkurzacz, suszarka). I maluchy ćwiczą do mistrzostw świata w biegu między miskami. A jaki super hałas się wtedy robi!

Całe szczęście pod koniec tygodnia zrobiło się znacznie cieplej. Okazało się, że nawet 3 wyjścia na dwór nie wystarczają, więc maluchy urządziły strajk okupacyjny, układając się warstwowo przed drzwiami wyjściowymi. Teraz wychodzimy (jak przystało na szczeniaki) bardzo często, a dzienna anarchistyczna „o-kupacja” domu zamieniła się w pożyteczne nawożenie trawnika przed domem.  Wystarczy pojawić się koło posłania, żeby cała gromadka raźno wybiegła gotowa do wyjścia i odkrywania świata. Nasz placyk zabaw (nareszcie ogrodzony) stale rośnie. Mamy już trap do wchodzenia i wychodzenia z domu, tunel, skrzynki do których można wchodzić i kawałki drewna, z których można obserwować świat. Przebojem poprzedniego tygodnia było przechodzenie pod pierwszym kawałkiem nieukończonego jeszcze wtedy płotka i gonitwy wokół rynny. Ciekawe, co czeka nas teraz?

Reklamy